Kampania Przeciwko Homofobii. Gdzie Szwecja, a gdzie Polska

Polskie media napisały prawdę – w paradzie w Sztokholmie szło ponad 50 tysięcy osób, a pół miliona widzów stało wzdłuż ulic i przyglądało się paradzie. Widzowie uśmiechali się i machali chorągiewkami. Panowała atmosfera rodzinnego pikniku – mnóstwo małych dzieci z rodzicami, traktujących kolorowy tłum jako niezłą atrakcję dla swoich pociech. Były rodziny homoseksualne, ale znaczna większość dzieci należała do heteroseksualnych rodziców, którzy najwyraźniej nie bali się, że narażenie na kontakt z gejami i lesbijkami im zaszkodzi.

Szli policjanci i policjantki – nie po to by ochraniać paradę – przed kim? – ale w paradzie z własnym transparentem i w mundurach, żeby pokazać swoją solidarność. Szli nauczyciele, pastorzy i pastorki w koloratkach, a także grupa młodzieżowa kościoła szwedzkiego. Najbardziej wzruszające były staruszki-lesbijki, których wiele było w tłumie maszerujących, a te które nie mogły iść, jechały w specjalnych rowerowych rikszach.

I nikt nie pil alkoholu – takie było zalecenie policji i Szwedzi go przestrzegali. Tym właśnie parada w Sztokholmie różni się od berlińskiej – w Szwecji jest to piknik i w zgodnej opinii studentów jadących ze mną na platformie nikt alkoholu nie potrzebuje, bo parada sama w sobie wystarcza wszystkim do zabawy.

Jestem przyzwyczajona do polskich i wschodnio-europejskich parad, uchylam się, jak widzę nadlatujące kamienie, jak rzucają butelkami, to otwieram parasol, nie uciekam, jak widzę grupę skinheadów, słowem bardzo rzadko się boję. Ale tutaj, kiedy patrzyłam na ludzi stojących na ulicach i przyglądających się paradzie, łapałam się na tym, że kiedy ktoś się nie uśmiechał i nie machał, tylko po prostu stał, od razu pojawiała mi się taka myśl, że zaraz powie coś niemiłego albo czymś rzuci.

I pomyślałam, że jak już się przywyknie do tego, ze otaczają cię ludzi mający nienawiść w oczach, to potem trudno ci dostrzec cokolwiek innego. I że to nie jest kwestia tego, co sobie myślisz, tylko że to jest odruch, odruch polegający na wyszukiwaniu zagrożenia w terenie, żeby jak najlepiej się przed nim zabezpieczyć, kosztujący cię mnóstwo energii, ale jakże przydatny w Polsce. Zupełnie natomiast zbędny w Szwecji. Tylko problem polega na tym, że odruchu nie możesz już usunąć i nie da się go szybko oduczyć. I zupełnie nie wiem, czy w ogóle będzie się można go oduczyć, mieszkając w naszym kraju.

Marta Abramowicz
05:08:2007