Współczesne reakcje na epidemie

AIDS – kształty mitu

Choroba znana jako „plaga XX wieku” wydaje się być częścią symbolicznego wymiaru dżumy. Istnieje również mityczna ukryta teoria infekcji AIDS odkryta dzięki badaniom empirycznym. Mimo wieloletniej edukacji w społeczeństwach zachodnich na temat sposobów przenoszenia HIV, nadal panuje przekonanie, że zakażenie jest możliwe poprzez kontakt z przedmiotami używanymi przez osoby chore.

Od początku epidemii strach przed AIDS przybrał takie rozmiary, że ludzie zaczęli mówić o AIPS (AIDS Induced Panic Syndrome), czyli zespole paniki wywołanym przez AIDS. Wynikało to głównie z przesadnego ryzyka i niedostatecznej wiedzy na temat AIDS.

Podobnie jak w przypadku poprzednich epidemii, tak i dzisiaj podejmowane są próby odizolowania chorych od „zdrowej społeczności”. Świadczą o tym protesty miejscowej ludności przeciwko tworzeniu ośrodków dla osób zakażonych wirusem HIV, m.in. w Laskach, Piastowie i Józefowie.

Również teoria o afrykańskim pochodzeniu choroby nie jest w pełni udowodniona i może być jedynie elementem mitologizacji zła na Czarnym Kontynencie. Ludzie w wielu krajach afrykańskich dotkniętych AIDS są przekonani o jego amerykańskim pochodzeniu. Co więcej, powszechna jest wiara w magiczne uzdrowienie poprzez kontakt seksualny ze zdrową osobą – najlepiej dziewicą jako niewinną, czystą i nieskalaną.

W przypadku AIDS seks jako środek transmisji jest również elementem stygmatyzującym i stygmatyzującym. Grupy wysokiego ryzyka obejmują homoseksualistów, prostytutki i osoby rozwiązłe seksualnie. Uważa się, że takie zachowanie łamie tabu seksualne i może skutkować karą boską. Jak kiedyś trąd, potem syfilis, dziś HIV jest symbolem zepsucia, zarówno moralnego, jak i fizycznego. Podobnie strach przed AIDS jest w dużej mierze lękiem moralnym. To raczej strach niż strach.

Inne plagi

Czy reakcje społeczne na współczesne epidemie są więc echem, dalekim spadkobiercą średniowiecznej zarazy?

Podobną rolę mogą odgrywać SARS, BSE, Ebola, ptasia grypa i wiele innych chorób zakaźnych. Nie wybierają ofiar z żadnej wyróżniającej się grupy, nie kojarzą ich ze skalaniem i grzechem. Te współczesne plagi funkcjonują w świadomości społecznej inaczej niż AIDS. Mogą dotknąć każdego i zabić tysiące, a nawet miliony w bardzo krótkim czasie.

Czy wywołują ten sam strach?

Podobieństwa widać już na poziomie oficjalnych oświadczeń organów państwowych: zaprzeczania i bagatelizowania. Dopiero w obliczu licznych doniesień prasowych podejmuje się jakiekolwiek działania. Tym ważniejsze jest zatem określenie roli mediów w reagowaniu na zagrożenia epidemiologiczne.

Konkluzje

Do pewnego stopnia można odróżnić reakcje społeczne na trąd i reakcje na zarazę. Trąd, a następnie syfilis i AIDS były teraz postrzegane jako kara Boża dla ludzi za ich grzechy. Marginalizacja, izolacja i prześladowanie „skażonych” ludzi związanych z grzechem i sodomią miały charakter symboliczny i religijny. Można przypuszczać, że „ludzie nie chorowali na trąd, byli trędowaci”.

Inaczej było w przypadku masowych pandemii, takich jak dżuma i „hiszpańska” grypa. Ponieważ wszystkim groziło niebezpieczeństwo, zaraza nie była prawdziwa, tak że cała społeczność została porażona winą „grzechu”. Mamy więc dwa różne obrazy epidemii, dwa różne oblicza strachu i cały kompleks reakcji społecznych. Trąd został najpierw wyparty przez syfilis, a teraz przez AIDS – stąd błędnie określany jako „plaga XX wieku”. Osoby zakażone wirusem HIV są często obwiniane za swój stan. Dlatego bardziej odpowiednią nazwą dla AIDS powinno być „trąd XX wieku”. Drugą twarzą strachu są epidemiolodzy w kombinezonach izolacyjnych, maskach przeciwgazowych i pojemnikach „biohazard”. Świat zachodni nie boi się już zarazy, ale SARS, ptasiej grypy czy wirusa Ebola.

Niebezpieczeństwa, głód, wojny – wszyscy ci piękni ludzie zjednoczyli się we wspólnym wysiłku. Jednak społeczność katastrofy zbladła w obliczu strachu przed najgorszą epidemią. Strach przed zarazą dzielił, izolował i budził podejrzenia. Kracik podkreśla: Zwykłe stało się bardziej skomplikowane, wzrosły napięcia, pogorszyły się relacje między ludźmi. Nieufność wobec niepełnosprawnych kontaktów, strach zerwał więzi społeczne, instynkt samozachowawczy walczył z chęcią ratowania innych.[1]

Ten rozdział w dużej mierze skupił się na społeczno-kulturowym wymiarze dżumy – jako najbardziej wyrazistej epidemii w historii ludzkości. Czarna śmierć XIV wieku ze swoją siłą i przemocą odcisnęła piętno na zbiorowej pamięci i wyobraźni. Świat nawiedziły różne epidemie, takie jak ospa, cholera, odra itp., ale odbiły się one na słabych, starszych i dzieciach. Plaga nie była tak niszczycielska jak trąd czy gruźlica. Jego atak oznaczał katastrofalną epidemię, klęskę całych społeczności, gdyż zabijał ludzi w kwiecie wieku, a także obnażał słabość ówczesnych władz i instytucji światowych.

Strach jest trwałym dziedzictwem czterech wieków epidemii dżumy. Strach przed chorobą, infekcją, obcymi, wszystkim innym.[2]

[1] J. Kracik, Pokonać czarną śmierć: Staropolskie postawy wobec zarazy, Wyd. M, Kraków 1991, s. 5

[2] W. Naphy, A. Spicer, Czarna śmierć, tłum. A. Debska, PIW, Warszawa 2004, s. 140

na podstawie pracy magisterskiej EPIDEMIA STRACHU, STRACH PRZED EPIDEMIA. Rola mediów w kreowaniu zbiorowej histerii